Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

Historia naszej szkoły


 

HISTORIA STAREJ SZKOŁY W ŁĘKACH SZLACHECKICH

 

 

We wspomnieniach  najstarszych mieszkańców wsi Łęki Szlacheckie (podzielonej wtedy na dwie części: Ignaców Szlachecki i Łęki Szlacheckie, (granicę stanowiła mała, zabytkowa kapliczka, istniejąca do dziś przy skrzyżowaniu dróg w środku wsi), zachowały się skąpe, choć cenne uwagi o losach szkoły.

Powstała ona w okresie II Rzeczypospolitej Polskiej, w czasach międzywojennych, jako szkoła 4-klasowa. Pracowało w niej dwoje  nauczycieli: kierownik Tadeusz Winiarski i Wanda Szafirewiczówna. Oboje cieszyli się wielkim uznaniem jako wspaniali, dobrzy ludzie i zasłużeni pedagodzy. Panna Szafirewiczówna była piękną, elegancką kobietą,  której kolorowe suknie  po latach wspominały jej uczennice. Pan Winiarski ożenił się z mieszkanką sąsiedniej wsi Ogrodzona. Ich pożycie nie trwało długo, gdyż został aresztowany przez Niemców i  zamordowany w Oświęcimiu.

Mimo że nauka trwała tylko cztery lata, uczniowie wynosili ze szkoły bardzo bogaty zasób wiedzy. Nauczyciele uczyli też patriotyzmu, przywiązania do tradycji, umiłowania przyrody ojczystej, (organizowano np. słynne święta lasu). Należy to docenić tym bardziej, że warunki pracy nie były łatwe, zajęcia prowadzono w ciasnych izbach, klasy były liczne, lekcje odbywały się dwustopniowo: gdy jedna część uczniów przyswajała wiedzę głośno, druga zajęta była pisaniem.

Bolesne zmiany nastąpiły po wrześniu 1939 roku. Nadal istniała szkoła 4-klasowa, ale na nowych, ustalonych przez administrację niemiecką, warunkach. Okupant zabronił  nauczać historii, geografii, literatury polskiej. Zamiast podręczników wprowadzono czasopisma: „Ster” i „Mały Ster”. Nie wolno było używać map, a za ich posiadanie w domu lub w szkole groziły surowe kary. W sytuacji, gdy Niemcy okazywali, że nie zależy im na poziomie  nauczania, lecz na posiadaniu niewykwalifikowanej siły roboczej, tym bardziej należy podziwiać determinację tutejszych nauczycieli. W tym czasie pracowały tu dwie panie:  kierowniczka Irena Marakowa i pani Janina Bałecka.

Szkoła nadal nie posiadała swojego budynku. Mieściła się w dwu chłopskich izbach miejscowych gospodarzy: Jana Wojciechowskiego i Andrzeja Żaka.

Dopiero po wyzwoleniu w styczniu 1945 roku zaadoptowano na potrzeby szkoły drewniany budynek, zajmowany dotychczas przez Urząd Gminy i pocztę.

Kierownikiem szkoły został  mąż pani Ireny Marakowej, Zenon Marak, a po jego przejściu na emeryturę funkcję tę pełniła pani Irena Kopacka.

Obecnie Szkoła Podstawowa w Łękach Szlacheckich im. Marii Konopnickiej może poszczycić się nowym, pięknym budynkiem wybudowanym obok starej szkoły.

 

Genowefa Dzwonek (z domu Misztela)

 

 


 

Wspomnienia absolwentki pani Barbary Purgał

 

 

 

 

Irena i Zenon Marakowie

 

 

Państwo Irena i Zenon  Marakowie to niezwykłe nauczycielskie małżeństwo, któremu Szkoła Podstawowa w Łękach Szlacheckich bardzo wiele zawdzięcza. Tworzyli tę szkołę niemal od podstaw, poświęcili jej całe zawodowe życie, wkładali w tę pracę serce, czas, pasje i umiejętności. 

Do Łęk Szlacheckich, małej wioski w powiecie piotrkowskim, przybyli w 1938 roku i zamieszkali kątem u miejscowych gospodarzy Stanisławy i Jana Sobczyków. 

Po nadejściu wojny z przerażeniem patrzyli, jak hitlerowcy prześladowali inteligencję, dochodziły głosy o  aresztowaniu  znajomych i przyjaciół, ( m.in. wywieziono do Oświęcimia miejscowego nauczyciela  Tadeusza Winiarskiego), a mimo to, że ich życie było zagrożone, państwo Marakowie nadal zajmowali się pracą dydaktyczną, potajemnie nauczali synów i córki tutejszych gospodarzy, wspólnie z nimi cierpiąc biedę. Brakowało wszystkiego, przede wszystkim żywności.

W tych bardzo trudnych  latach starali się być podporą i oparciem moralnym  dla swoich prostych, niewykształconych sąsiadów. Służyli radą, pocieszali w strapieniach, pomocna też okazywała się ich znajomość języków, głównie niemieckiego, a wręcz niezastąpiona wiedza lekarska i farmaceutyczna.

Po zakończeniu wojny pan Marak objął funkcję kierownika szkoły i małżonkowie przenieśli się do małego, służbowego mieszkania w budynku szkolnym, obok którego znajdował się  też niewielki ogród  ze starymi drzewami owocowymi. Tu mieszkali do końca swoich dni. Nie mieli dzieci, ich rodziną byli uczniowie i nauczyciele, a współmieszkańcami liczne zwierzęta; psy, kozy, owce, ptaki. 

Ona  - Irena Marak z domu Strzelecka, z „tych” Strzeleckich, jej krewny zdobył szczyt w Australii i nazwał go Górą Kościuszki.

Drobna, szczupła, rzec można -  krucha, z burzą kręconych włosów i dużymi, niebieskimi oczami. Poważna, dystyngowana, zatroskana o dzień powszedni szkoły i losy uczniów, wspomagająca męża, do którego zwracała się „Zeneczku”. Bardzo kochała zwierzęta. Ulitowała się nad każdym gołębiem ze złamanym skrzydłem, bezdomnym czworonogiem, troskliwie opiekowała się swoimi psami, domowymi pupilami o imionach Alfa, Lubczyk, Mucha, Igo, Nero...  Uwrażliwiała szkolną dziatwę na losy zwierząt,  prosząc o pełna miskę i ciepłą budę dla podwórkowych psów i o dokarmianie ptactwa polnego podczas śnieżnej zimy.

Pani Marakowa, nazywana „naszą panią” lub po prostu „panią”, uczyła języka polskiego i wszystkich przedmiotów w klasach najmłodszych.

Troszczyła się o kulturę słowa, zwracała uwagę, by jej wychowankowie mówili wyraźnie i by starannie dobierali słowa. Świat literatury starała się przybliżyć nie tylko dzieciom, lecz również dorosłym, zakładając amatorski teatr, który w prymitywnych (wiadomo) warunkach  przygotował m. in. komedie A. Fredry.

Zainspirowała również grupkę dzieci, aby w okresie wakacji zorganizowały przedstawienia teatralne z udziałem jej ciotecznych wnuków, Krzysztofa i Bogumiła Woźniakowskich z Gliwic.

Była bardzo wrażliwa na słowo poetyckie. Uczyła poezji, ale również sama pisała wiersze, czego przykładem niech będzie utwór napisany przez nią z okazji przybycia w rodzinne strony  biskupa Franciszka Korszyńskiego, byłego więźnia obozu hitlerowskiego, autora książki pt. „Jasne promienie w Dachau”.

 

 

***********************************************************

 

Drogi nasz Arcypasterzu

Ty, który uczyłeś lud wielkich prawd wiary,

Uczysz pokory i kochać ludzi,

Tyś cierpiał od nich bez miary,

Ale mówisz i teraz, że nawet wrogom przebaczać trzeba

I cierpieć wiele, aby pójść śmiało pod bramy nieba.

Tyś cierpiał jak wielu innych cierpiało.

Tego tylko nie wiedziałeś, że byłeś zadumą

Naszych serc łzawą.

Byłeś tym głosem, który w piersiach kwili

W noce majowe Maryi.

Gdy białym motyli rojem zakwita jaśmin.

Smugą krwawą błysków na życia naszego byłeś niebie.

Perłową srebra miesięcznego szarfą.

Bóg chciał wróciłeś.

Odzyskaliśmy pasterzu Ciebie.

Obyś nadal był dusz naszych

Chrystusa Miłości harfą.

 

 

***********************************************************

 

On – Zenon Marak, pochodzący z Ukrainy, z okolic Tarnopola, syn greckokatolickiego księdza, starannie wychowany i wykształcony. O losach jego rodziny pisze Jarosław Abramow  Newerly we wspomnieniach pt. „Granica sokoła”.

W młodości był żołnierzem, służył w kawalerii i został ciężko ranny. Zoperowano mu płuca i odtąd funkcjonował z jednym płucem, co nie przeszkadzało mu prowadzić aktywny tryb życia. Miał postawę oficerską: wysoki, wyprostowany, szczupły. Przy swojej niskiej i wątłej żonie wyglądał jak olbrzym.

Pogodny, elokwentny, łatwo nawiązywał kontakt z ludźmi, zarówno z  niepiśmienną babinką, jak i z miejscowymi urzędnikami. W trudnych czasach stalinowskich i późniejszych reprezentował typ pozytywisty i społecznika.

Powołał do życia miejscową drużynę Ochotniczej Straży Pożarnej, której został prezesem, a potem, przez następne lata, sekretarzem i skarbnikiem. Wspomagał wszelkie akcje charytatywne, szczególnie te związane z losem dzieci i młodzieży. Dbał o rozwój sportu.  Za jego kadencji szkoła stała się ważnym ośrodkiem życia kulturalnego i społecznego. Tu odbywały się przedstawienia amatorskich zespołów muzycznych i teatralnych, zebrania rolników, zabawy karnawałowe, tzw. „choinki” dla dzieci i ich rodziców.

Pan kierownik, bo tak się do niego zwracano, uczył matematyki i geografii. Miał opinię nauczyciela surowego, ale sprawiedliwego.

Był skarbnicą wiedzy na każdy temat, autorem śmiesznych zwrotów (np. „ty ośle dardanelski”), dykteryjek opowiadanych w sposób tylko dla niego charakterystyczny, ze śpiewnym akcentem („cholira").

Cieszył się szacunkiem wśród nauczycieli, władz oświatowych, duchowieństwa, (w kościele bywał rzadko, ale zawsze uroczyście jechał „do grobu Pańskiego” bryczką powożoną przez Ignacego Sipę), jednak największą estymą darzyli go jego byli uczniowie, szczególnie ci wykształceni. Wiedzieli, jak wiele mu zawdzięczają i chętnie go odwiedzali, gdy przybywali w rodzinne strony.

Do jego wiernych przyjaciół należał miejscowy leśniczy, podobnie jak on, znany działacz społeczny, Jan Suchorski. Po śmierci pani Marakowej  to właśnie pan Jan Suchorski  służył pomocą  schorowanemu,  emerytowanemu przyjacielowi.

Państwo Marakowie to   wspaniali ludzie, mądrzy nauczyciele, nieocenieni wychowawcy wielu pokoleń uczniów, uczynni sąsiedzi mieszkańców wsi Łęki Szlacheckie. Zmarli oboje tam, gdzie pracowali: w starym budynku szkolnym, który przez długie lata był świadkiem ich  miłości, radości i smutków, wzajemnego oddania i służenia sobie i innym.

Pani Irena Marakowa zmarła w styczniu 1960 roku.

Pan Zenon Marak  zmarł w  marcu  1969 roku.

Zostali pochowani na Starym Cmentarzu w Piotrkowie Tryb. w sektorze 10.

W dokumentacji cmentarnej grób nosi  numer  8363.

 

Barbara Purgał            

 


 

HISTORIA NOWEJ SZKOŁY

 

 

We wrześniu 1974 r. tutejsze Władze Urzędu Gminy podjęły decyzję wzniesienia nowego budynku dla Szkoły Podstawowej w Łękach Szlacheckich. Pomysł został przyjęty z wielkim aplauzem, szczególnie przez nauczycieli i dzieci. Stary budynek mimo staraniom dyrekcji o jego estetyczny wygląd nie mógł już sprostać wymaganiom stawianym przez współczesne szkolnictwo. Prace przy budowie nowej szkoły przeciągały się. W wakacje 1983r. postanowiono wraz z dniem 1 września tego roku oddać budynek do użytku. Prac wykończeniowych było jeszcze bardzo dużo. Dzięki wielkiemu zaangażowaniu społeczeństwa, nauczycieli i dzieci w dniu 1 września 1983r. mogła odbyć się w nowej szkole wojewódzka inauguracja roku szkolnego 1983/84.

 

 


 

 

 

 

 

 

Artykuły

2014-12-15